Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Religia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2013

Sądź, a będziesz sądzony!

Ludzie uwielbiają osądzać innych, rzadziej osądzają siebie, ale jest to całkiem naturalne ludzkie zachowanie. Całkiem ironicznie często osądzamy u innych to, czego nie lubimy u siebie.

Tzn. że każdy z nas ma swoje słabości i jeśli spojrzymy na 7 grzechów głównych: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu oraz lenistwo, okaże się, że po prostu każdemu pod słońcem zdarza się ich doświadczać.

Najważniejsze, żeby być świadomym swoich słabości. Trochę jak z nazywaniem swoich emocji, rozpoznawaniem ich po to, aby móc się od nich uwolnić. Jeśli się strasznie na kogoś gniewam, w tym momencie moje całe ciało i umysł doświadcza emocji gniewu. Muszę jak najszybciej oddalić od siebie ten gniew, gdyż szkodzi on mojej relacji z tą osobą, a przede wszystkim wyniszcza mnie od środka.

Teraz wróćmy do innych słabości. Jeśli, dajmy na to, ktoś nienawidzi u siebie bycia zazdrosnym, będzie on zwalczał osoby zazdrosne. Jeśli nie lubimy u siebie lenistwa, to będziemy oceniali i krytykowali ludzi za bycie leniwymi. Wygląda to tak, jakbyśmy zwalczali te cechy u innych, żeby oddalić je od siebie.

Zabawne jest to, jak ludzie oceniają innych. Proszę powiedzieć mi, gdzie leży granica pomiędzy chciwością a oszczędnością. Gdzie się kończy człowiek beztroski, a zaczyna leniwy? Myślę, że ta granica leży tak blisko, iż ta sama osoba przez jednego nazwana oszczędną, przez drugiego zostanie nazwana skąpą!

Podobnie rzecz odnosi się do bycia pysznym. Czym rożni się pycha od zwykłej pewności siebie i wiary w swoje możliwości? Nic nie wydaje się tutaj białe lub czarne, a wygląda na całą paletę szarości.

Żeby ukazać absurd możliwości oceny przez innych, pomyślmy sobie, że nawet osoba nieskazitelnie skromna… W głębi serca może wręcz chorobliwie pysznić się swoją… skromnością. ;-)

niedziela, 23 czerwca 2013

Śmierć początkiem życia


Napisałem kilka dni temuAle czy powinniśmy bać się śmierci? Przecież mówiono dawniej: „Jeśli ja jestem, to śmierci nie ma, a jak jest śmierć, to nie ma mnie”. Jak napisałem w pierwszym wpisie na tym blogu – życie zawsze nas zaskoczy.
Jeszcze kilka dni temu myślałem, że wręcz mijamy się ze śmiercią, jakby był to tylko moment przejścia.zeszłą sobotę pojechałem pożegnać z moim najdroższym dziadkiem  Józefem.
Był już w stanie agonalnym, nie mówił, ale miałem z nim jeszcze kontakt. Wspólnie trzymaliśmy się za ręce, a On trzy razy mnie pobłogosławił. Strasznie cierpiał, jego twarz nie przypominała już mojego Dziadka sprzed kilku dni. Na jego twarzy widziałem śmierć. Dlatego zamknąłem oczy, ścisnąłem Jego rękę, przytuliłem i słuchałem Jego oddechu.Odmówiłem powoli modlitwę, a przy odmawianiu „Zdrowaś Maryjo, mówiąc ostatnie trzy słowa, krew uderzyła mi do mózgu i wręcz sparaliżowała mój cały organizm. Wnet zrozumiałem, że to jest ten czas… Nie krótka chwila i koniec, ale wielodniowe męczarnie, w których w żaden sposób nie jesteśmy w stanie pomóc.
Powiedziałem mu: „Jesteś najlepszym dziadkiem na świecie, będziesz w Niebie. w Raju”. On spojrzał na barwne, białe obłoki wirujące po przepięknym błękitnym niebie, które było widać za oknem…pokiwał głową z niedowierzaniem… chociaż moją pierwszą interpretacją było zwątpienie.
Mój dziadek był dla mnie największym autorytetem moralnym i duchowym. Nauczył mnie miłości do Polski, gdyż całą młodość spędził na walce o wolność. Jestem dumny, że towarzyszył mi przez całe moje życie, a ja towarzyszyłem mu przy końcu jego ziemskiej drogi. Był odważny, surowy, ale jednocześnie bardzo dowcipny, ironiczny i oddany. Żył bardzo blisko Boga, ale teraz jest u Boga. Zmarł 20.06.2013 r. o godz. 9 rano. Spokój jego duszy. Odszedł piękny człowiek. 

sobota, 15 czerwca 2013

Plaga pozytywnego myślenia

Przeczytałem dzisiaj artykuł ks. Aleksandra Posackiego, związanego z Radiem Maryja, pt. „Plaga pozytywnego myślenia”. Artykuł wykazuje diabelską moc pozytywnego myślenia i mimo że nie lubię krytykować innych, z miłą chęcią odpowiem na zarzuty podniesione przez ks. Posackiego.

Autor twierdzi, że pozytywne myślenie jest przeciwieństwem chrześcijaństwa, że jest źródłem zła i swoistą plagą współczesności. Autor sugeruje, że pozytywne myślenie jest myśleniem życzeniowym, przeciwieństwem prawdy, dlatego w kilku zdaniach chciałbym wypowiedzieć się na ten temat.

W całym artykule ks. Posackiego nie ma prawie w ogóle o Panu Jezusie. Jest za to mowa o diabelskim liberalnym podejściu do życia, o tym, że wiara w siebie stała się swoistą religią ludzi skojarzonych z tzw. New Age.

Prawda jest taka, że to właśnie Jezus nauczył mnie wiary w siebie, Jezus wymaga ode mnie mnożenia swoich talentów, miłości do bliskich i otwarcia na piękno świata stworzonego przez Stwórcę. To właśnie On motywuje mnie do pozytywnego myślenia, gdyż zamartwianie się prowadzi do deprecjacji cudu stworzenia i łask, którymi codziennie jesteśmy obdarzani.

Myślenie życzeniowe zamiast prawdy? Prawdą jest miłość, prawdą jest docenianie piękna życia i piękna świata. Prawdą jest pozytywne myślenie, które jest swoistym wypełnieniem nauki Pana, a nie jego zaprzeczeniem, jak sugeruje ten naszpikowany nienawiścią do inności artykuł.

Nie dajmy się wmanewrować w smutek i melancholię życia opartego na ascezie. Średniowiecze minęło, a my żyjemy w epoce New Age. W epoce jeszcze późniejszej niż oświecenie. W epoce, w której czystością umysłu możemy zrozumieć i pojąć zamysł Stwórcy.

Komentowany artykuł: http://www.radiomaryja.pl/bez-kategorii/plaga-pozytywnego-myslenia/

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Śmierć pięknych

Budzisz się rano, pada deszcz. Stukające krople wody przyciągane przez wielką Ziemię walą w dach. Szaro, buro, ponuro i sfrustrowani ludzie na ulicach. Przeszedłem się wokoło i wszędzie zauważyłem frustrację ludzi zdenerwowanych dniem. Nagle trzask! Wielki trzask! To silny jasny piorun na niebie rozbijający marazm sfrustrowanych deszczem.

Spojrzałem w górę i pomyślałem o śmierci, bo przecież pomimo że pioruny są piękne, mogą zabić Cię w każdej chwili.

Nieprzypadkowo porównałem piorun do śmierci, bo obie te rzeczy mają w sobie wielką tajemnicę, przychodzą niespodziewanie, a za chwilę już ich nie ma, dopóki znów nie uderzą. Ale czy powinniśmy bać się śmierci? Przecież mówiono dawniej: „Jeśli ja jestem, to śmierci nie ma, a jak jest śmierć, to nie ma mnie”.

Przeczytałem ostatnio cytat Steve’a Jobsa, multimilionera z Apple, który powiedział kiedyś, że tym, co dawało mu niesamowitą siłę do działania, do ciężkiej pracy, do przekraczania własnej strefy komfortu i wspinania się na wyżyny, była właśnie śmierć! I mówił to znacznie wcześniej, zanim zdiagnozowano u niego nowotwór. Chodzi o to, że wszystkie najgorsze rzeczy, jakie możemy wywołać przez swoje działanie, są niczym w obliczu śmierci. Strach niepowodzenia, wyśmiania, skompromitowania, porażki – to wszystko nic nie znaczy w odniesieniu do śmierci, która czyha, będąc naszym cieniem, i może uderzyć w każdej chwili.

Nawiązując do ostatniego wpisu Czas to iluzja, nie znaczy to, że nie mamy czasu, bo śmierć może przyjść w każdej chwili. Wręcz odwrotnie, mamy mnóstwo czasu, gdyż możemy działać, spełniać siebie i swoje marzenia, bo w strefie geniuszu prawdziwa śmierć nie przyjdzie nigdy. W pewnym momencie przyjdzie ta godzina, moment, w którym Pan Bóg zaprosi nas do siebie, i przejdziemy do lepszego świata, za którym powinniśmy tęsknić, ale nie powinniśmy się go bać.


Obiecuję sobie, że nie będę bał się wykorzystywać moich talentów, będę wytrwale dążył do rzeczy wielkich, bo to jest ten moment, ten czas, żeby dobrocią przekazaną innym rozpalić serca tych, którzy zostaną na ziemi, podczas kiedy nas już nie będzie.

czwartek, 6 czerwca 2013

Czy wierzysz w reinkarnację?


Pytanie to zadał jeden z czytelników bloga, więc pozwolę sobie na nie pokrótce odpowiedzieć.
Dla osób, które nie wiedzą – reinkarnacja jest to tzw. wędrówka dusz. Doktryna ta mówi o tym, że dusze są nieśmiertelne, a my w kolejnym wcieleniu możemy stać się kotem, psem, słoniem, a nawet kwiatem.
Doktryna ta jest podstawą buddyzmu i hinduizmu, a dla chrześcijan?
Jak się okazuje, ewangelie apokryficzne (nieuznawane przez Kościół) wskazywały na to, że na początku chrześcijaństwa ludzie wierzyli w reinkarnację. Jednak po Soborze w Konstantynopolu w 553 r. Kościół stanowczo ją odrzucił.
Przez współczesnych chrześcijan reinkarnacja jest często mylona z tzw. preegzystencją dusz, która mówi o tym, że dusza ludzka pochodzi od Boga i istnieje przed poczęciem. Ale dochodzi tutaj do pewnego rodzaju absurdu, że Bóg już dużo wcześniej musiałby stworzyć jakąś liczbę dusz, które miały zostać rozgospodarowane pomiędzy ludzi, a to jest dość wątpliwe.
Dlatego mimo że nie wierzę w koncept reinkarnacji, jest to bardzo fascynujący koncept. Przypomina mi on o tym, że na świecie szacunek należy się nie tylko ludziom posiadającym dusze, ale także zwierzętom, roślinom i wszystkiemu, w co Bóg tchnął życie!

wtorek, 4 czerwca 2013

Piękny człowiek


Dzisiejszy dzień okazał się zderzeniem z rzeczywistością, ale nie o tym będzie ten wpis. Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się dzisiaj, czy po prostu nie wylać całej goryczy i nie zacząć narzekać.Ale w jakim celu? Przecież to pójście na łatwiznę, dlatego dziś napiszę o… pięknie.
Siedzę właśnie w kafejce w centrum Sztokholmu,wśród urzekających starych kamienic,niezniszczonych żadną wojną, i pięknych wszechobecnych fontann. Ale nie interesują mnie cegły, tylko ludzie.
Już dawno nie widziałem tylu kanonów piękna wśród tak różnych ludzi. Przypomina mi to Nowy Jork lub Londyn, ale inaczej, bo zamiast zachodniego kiczu pachnie to północną oryginalnością.
Gdy pisałem o skandynawskiej oryginalności,przeszedł koło mnie czarnoskóry, bardzo wysoki mężczyzna w wielkich przeciwsłonecznych okularach, w brązowej sutannie, jakby żywcem wyjęty z polskiego zakonu. O tym właśnie chciałbym napisać.
Przez wiele stuleci kanony piękna były dopasowane do epoki. Dla przykładu – kobiety w bardzo dawnych czasach kojarzyły się głównie z reprodukcją i macierzyństwem, dlatego piękne były kształty i ubiór podkreślający cechy z tym związane. W starożytnym Egipcie furorę robiły smukłe sylwetki, a także całkowicie wygolone kobiece ciała. Również głowy.Ascetyzm średniowiecza natomiast promował chude kobiety, które przez swoją aseksualność wtapiały się w trendy tej epoki (myśli te zapożyczyłem z pewnego bloga, którego niestety nie mogę już namierzyć).
A czym jest piękno dzisiaj? Dziś mamy tyle kanonów piękna, ilu ludzi na tej planecie. Nie ma jednego niepodważalnego wzorca, który by królował. Nawet największe gwiazdy i celebryci są przez jednych uwielbiani, a przez innych – odrzucani.
W dzisiejszej rzeczywiści piękna jest różnorodność.
Właśnie dzisiaj natknąłem się na przepiękną paręmłodych ludzi, którzy tak zachwycili mnie swoją odmiennością, że aż stanąłem z podziwem naprzeciw nich, a oni spokojnym spojrzeniem patrzyli na mnie jakby w zawieszeniu.
Oboje mieli bardzo ładne smukłe twarze, długie brunatne dredy, kolczyki i ubrania, które poprzez ściśnięte ręce zlewały się w uniwersalną jedność.Wow. Byli definitywnie piękni. Nie dla mnie i dla świata, ale na pewno dla siebie.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Zwątpienie i samobójstwo


Dostałem e-mail od człowieka, który żyje w lęku, boi się przyszłości, doszły do
tego myśli samobójcze.

Jest tylko jedna rzecz, którą trwale i niezmiennie możemy postawić na
pierwszym miejscu w naszym życiu, stawianie do rangi absolutu czegoś innego
(pieniędzy, rodziny, ojczyzny, dzieci, domu) może skutkować tym, że jeśli to
stracimy, to życie nie będzie miało dla nas sensu. Tym czymś, co powinniśmy
postawić na pierwszym miejscu, jest po prostu BÓG.

Miałem taki moment, będąc bardzo młodym: Zostałem oszukany przez
przyjaciół, rzucony przez dziewczynę i jedyną rzeczą, która wypełniała moje

serce, było zwątpienie, lęk i brak sensu życia. Wtedy nic nie cieszy, nawet
śmiech i radość innych tylko potęguje smutek.

Na skraju wyczerpania emocjonalnego, po kilku dniach błąkania, idąc ulicą, na
małym wzgórzu zobaczyłem dość duży kościół z otwartymi szeroko drzwiami.
Wtedy te drzwi wydawały mi się jak wielkie wrota, które jak otwarte ramiona
zapraszały mnie, by wejść do środka.

Wszedłem do środka, kościół był zupełnie pusty i wyjątkowo cichy pomimo
otwartych drzwi. Klęczałem tam kilka godzin, czując beznadziejność sytuacji.
Nie liczyłem na nic, po prostu byłem obecny. Z minuty na minutę moje serce
coraz mocniej biło, a jednocześnie wypełniało się pokojem. Czułem, jak lęk,
który mnie prześladował, odchodził, opuszczał moje myśli. Był to pierwszy
moment, w którym uświadomiłem sobie, że Bóg jest jedynym absolutem,
któremu można ufać i którego można kochać bezgranicznie. A kochając Boga,
napełnisz się mocą, która pozwoli Ci kochać innych, wybaczać ludziom i godzić
się na przeciwności losu.

Stawiać Jezusa na pierwszym miejscu to nie znaczy, że kogokolwiek stawiamy
na miejscu podrzędnym. Dlatego że wiara w Boga to wiara w miłość, wiara
w dobro na zupełnie innej płaszczyźnie. Wiara w szczere relacje – z żoną, z
dziećmi, a także z innymi ludźmi.

Rafale, wiem, że możesz uznać moje słowa za brednie, myśląc, że nikt nie jest
w stanie wyciągnąć z depresji, a szczególnie Bóg, który może nawet nie istnieje.
Ale jeśli nie masz nic do stracenia, otwórz się cały, przestań się lękać! Odzyskaj
szczęście i radość życia, nieważne, co jeszcze złego Cię w życiu spotka.

Uważam, że samobójstwo można popełniać codziennie i nadal żyć. Gdyż
wszyscy, którzy są samotni, zagubieni i zaplątani we własnych grzechach,
praktycznie codziennie na nowo popełniają samobójstwo, czyli znęcają się nad
sobą i nie wierzą w lepsze jutro.

Nie róbmy tego, bo tylko od nas zależy, jak postrzegamy świat!

Jedynie akceptacja świata takim, jakim jest, patrząc przez pryzmat życia po
życiu, nada sens i blask naszej ziemskiej egzystencji.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Czy Bóg istnieje? Kościół i obłuda




Z naukowego punktu widzenia nie ma możliwości udowodnienia, że Bóg jest,
ale nie można też udowodnić, że Go nie ma. Dlatego też wydaje się, że nauka
jest kwestią rozumu, a istnienie Boga – kwestią wiary.

Dla mnie najlepszym dowodem na istnienie Boga jest sam świat. Cała natura,
jej piękno, wszystkie organizmy żywe, oceany, gwiazdy, galaktyki. To sprawia,
że moja niewiara w istnienie wszystkiego z przypadku jest tak silna, iż umacnia
mnie w wierze.

Człowiek jest wspaniałą istotą, ale również ułomną. Nie potrafimy wyobrazić
sobie, że coś może się nie kończyć. Jeśli jest wszechświat, który się rozszerza,
to znaczy, że gdzieś się kończy. Ale co jest dalej? Wielkie odległe „NIC”.
Najprawdopodobniej tak.

Kiedyś czytałem wypowiedź pewnego mnicha, który powiedział: „Nie wiem,
czy Bóg istnieje, ale wierzę, że istnieje. Nawet jeśli Boga nie ma, to wierząc w
Niego, przeżyję dużo szczęśliwsze życie, niż będąc niewierzącym”.

Każdy na swój sposób może zinterpretować ten cytat. Ale zgodzę się, że
człowiek ma wielką potrzebę wierzenia w Boga. Na każdym kontynencie, w
każdej kulturze rozwinęła się jakaś religia.

Nawet wszyscy zapaleni ateiści, których znam, gdzieś w głębi serca wierzą w
jakiegoś boga. Dla niektórych tym bogiem jest Natura, dla innych Pieniądz lub
po prostu EGO. Każdy niewierzący w nic po prostu wierzy w siebie, a to już jest

jakaś religia.

Mam jednego przyjaciela, który przy każdej okazji atakuje moje chrześcijańskie
poglądy, twierdząc, że całe zło na ziemi spowodowane jest przez religie, tak jak
pokazuje to książka Bóg nie jest wielki Christophera Hitchensa. Miałem okazję
czytać tę książkę i była ona nudna i tendencyjna. Jak dla mnie wszystkie wojny
od początku historii, które były na pozór na tle religijnym, miały inne pobudki.
Tak, wywołując wojnę, najłatwiej ją oprzeć na religii, gdyż tuszuje się w ten
sposób jej prawdziwy cel. Na przykład pozyskanie dóbr materialnych, ropy,
gazu, nowych terenów itp.

Jeśli jest religia, która na pierwszym miejscu stawia Miłość, to jak można
nazwać zabójstwa w jej imieniu? Tylko obłudą.

Jeśli ktoś nam mówi, że sprzedaje ekologiczne jajka, i pokazuje nam kilka
kurek chodzących po jego podwórku, a następnie sprzedaje te jajka na skalę
przemysłową, to wreszcie zastanawiamy się: skąd on ma tyle jajek? Któregoś
wieczora podchodzimy ukradkiem do jego okna i widzimy, jak z całą rodziną
brudną mokrą szmatą ściera czerwone numerki z setek najtańszych jajek
kupionych w supermarkecie.

Kim jest ten człowiek? Czy jest to nadal szanowany rolnik, hodowca
ekologiczny? Czy też obłudnik i oszust? Tak samo powiem o ludziach, którzy
pod przykrywką chrześcijaństwa kradną, gwałcą, wykorzystują sytuację do
wzbogacenia się. Czy takie osoby w Kościele czynią tenże Kościół zły i
obłudny? Nie, ale stawiają Kościół w takim świetle.

Jezus założył Kościół grzeszników, gdyż wszyscy ludzie grzeszą, dlatego wręcz
nienormalne (ale wspaniałe) byłoby, gdyby wszyscy duchowni byli bezgrzeszni.
Nie dajmy punktować Kościoła jako całości, dlatego że są w nim czarne owce.
Przekaz chrześcijaństwa to: kochać, wybaczać, pomagać i chwalić Boga, który
stworzył świat. Tak więc pomóżmy oczyścić Kościele z zepsucia, a zacznijmy
od siebie!



wtorek, 16 kwietnia 2013

Ksiądz a Bóg


Odczuwam silną potrzebę wypowiedzenia się na temat Kościoła i Boga.
W ostatnim czasie kilka osób powiedziało mi, że odwróciło się od Boga ze
względu na zepsucie w Kościele, ewentualnie nienawiść księży do ludzi, którzy
myślą inaczej.

A przecież podstawą wiary jest relacja człowieka z Bogiem, nie relacja
człowieka z księdzem. Na czym Chrystus zbudował Kościół? Na skale, która
trzy razy wyparła się swojego Mistrza. Mimo to Jezus wybaczył Piotrowi i
powierzył mu sprawowanie władzy.

Czy w Kościele nie ma grzechu? Jest. Czy księża, biskupi i papieże grzeszą?
Tak. Czy są ludzie, którzy nie grzeszą? Nie. Czy to powoduje, że wspólnota
katolicka jest zła i nie prowadzi do Boga? Nie.

Kapłani są po to, żeby głosić Pismo Święte najlepiej jak potrafią oraz żyć
najlepiej jak potrafią. Nie znaczy to, że mogą być nieskażeni grzechem, gdyż
są tylko ludźmi. Przypomina mi się popularne chińskie przysłowie, które
głosi: „Odkurzacz nie musi być czysty, żeby czyścić”.

Kościół jest drogowskazem i w znacznej części wędrówki pokazuje dobrą
ścieżkę, ale czasem zdarza się, że ktoś ze wspólnoty przekręci jakiś znak i
kieruje nas w inną stronę.

Wiara w Trójcę Świętą nie jest wiarą w siebie, Boga i księdza. Nie możemy
odwracać się od Boga ze względu na brak sympatii do księży. Znam wielu
wspaniałych księży, którzy całe swoje życie poświęcili na głoszenie Ewangelii i
miłowanie innych. „Nie sądźmy, a nie będziemy sądzeni”.

piątek, 5 kwietnia 2013

Nudne media. "Zośka gejem"


Dzisiaj pierwszy raz od kilku tygodni przeczytałem całą gazetę.


Nie dowiedziałem się zbyt dużo.
Nie wiem czemu, ale mam dużo większą sympatię do starych gazet. Jak tylko gdzieś widzę wypłowiałe gazety, to od razu biorę się za czytanie, ostatnio trafiły mi się niezłe okazy z wiosny 2008 r. Czyli, można powiedzieć, gospodarczo z końca epoki hossy. Przynajmniej w starej gazecie widać, kto mówi prawdę. Na przykład dowiedziałem się, że 2012 r. jest nadal aktualną datą przystąpienia Polski do strefy euro. Dziś natomiast, w 2013 r., wyczytałem, że na tę chwilę realną datą wydaje się 2018 r.
Zgadzam się, pięć lat to wystarczająco odległa data, żeby wszystkie dzisiejsze gazety powinny już nieistnieć. Mam rozumieć, że w 2018 r. całkiem realną datą będzie 2023 r…
Wracając do samej gazety, w kółko te same tematy: rozłam w PiS, rozłam w PO, kolejny rozłam brzozy w Smoleńsku, zepsucie w Kościele, pogróżki w Korei, korupcja na świecie – i to tyle.

Jeszcze jedno, dowiedziałem się, że „Zośka” z Kamieni na szaniec tak naprawdę był gejem, i dowodem na to wcale nie jest jego pseudonim.
No to może jednak napiszę kilka zdań o związkach partnerskich. Uważam, że sprawa związków partnerskich powinna być rozwiązana tak, jak to bywa w demokracji – uczciwie – głosem większości.
Ale dla mnie, jako osoby niezainteresowanej, wygląda to jak próba zamieszania w naszym polskim kociołku. Dobry temat do afery i zdobycia rozgłosu, żeby znów dzielić Polskę na dwie części, albo nawet kilka części.
Człowiek jest naprawdę wyjątkowym stworzeniem i nie można go spłaszczać tylko do sfery seksualności. Dlatego będę bronił „Zośki”, gdyż w tamtym świecie braterstwo i przyjaźń było wielką cnotą, i o tym jest ta książka. Jeśli bliskość dwóch mężczyzn nawet na stopie przyjacielskiej musi kończyć się aktem seksualnym, to może pójdźmy dalej – do Czterech Pancernych, i udowodnijmy, że Szarika z Jankiem łączyło coś więcej…

środa, 3 kwietnia 2013

Brudny Kair


Tekst z 13.11.2012 r.

(służbowy wyjazd do Kairu)

Własny rozwój daje satysfakcję z poszerzania swoich horyzontów. Jednocześnie ostro i bezlitośnie ukazuje skalę miejsc, których jeszcze nie znamy, a także tych, których nigdy w życiu nie poznamy.
Po co więc szukać? Żeby uświadamiać sobie, jak mało wiemy i jak maleńcy jesteśmy w porównaniu z ogromem wszechświata?

Brudne, głośne ulice Kairu. Bardzo odmienne od kurortów, do których przywykliśmy. Inaczej czuję się, odmawiając żebrakowi w centrum Warszawy, wiem, że oprócz smutnego spojrzenia nic więcej nie zrobi. Tu jest inaczej. Kobieta, której odmówiłem bakszysza, zaczęła iść za mną kilkaset metrów, wołając coś po arabsku. Czułem, jakby przeklinała mnie za to, że nie chcę jej pomóc. Co by zrobił Jezus? Oddałby jej całą zawartość portfela?
Minęło kilka minut, zobaczyłem piękną Egipcjankę siedzącą na ulicy z kilkumiesięczną córeczką. Obie spały, więc nie wiedziały, że przechodzę obok. Wtedy poczułem wewnętrzną potrzebę podzielenia się zawartością mojej kieszeni. Schyliłem się i rzuciwszy banknot obok jej torby, szybkim marszem uciekłem w kierunku hotelu.
W oczach miałem wizję przebudzenia się tejże kobiety, goniącą mnie kilometrami z pięknym, brudnym dzieckiem patrzącym na mnie wielkimi czarnymi oczami. W tym samym momencie usłyszałem głośny i przeraźliwy męski krzyk! Przestraszyłem się, nie czuję się tutaj bezpiecznie – pomyślałem.

Chyba wiem, co ma do powiedzenia mój Bóg. „Oddaj wszystko, co masz, usiądź na ulicy i żebrz o chleb, a napełnisz się taką pokorą, że bliżej ci będzie do Królestwa Bożego”. Ale czy na pewno? Przecież osoby w takiej sytuacji często popadają w nałogi, kradną oraz grzeszą z potrzeby i beznadziejności położenia, w którym się znalazły.
Ostatnio rozmawiając z przyjaciółką, powiedziałem, że gromadzenie bogactwa do niczego nie prowadzi i że ludzie kochający materializm wyniszczają swoje wnętrze. Starałem się ukazać, ile złego jest w mistycyzmie pieniądza. Ona po chwili powiedziała: „Czemu tak bardzo koncentrujesz się na złych rzeczach spowodowanych przez bogactwo? Spójrz, ile złego na co dzień wyrządza bieda”.
Zgadzam się, w przeciwieństwie do niej nic nie wiem o biedzie. Zawsze miałem wszystko i moje biedne czasy były tylko pozornie biednymi. Wydaje mi się, że nie zrozumiem tego, dopóki sam tego nie doświadczę.
Pieniądze, tak jak życie, nie są ani dobre, ani złe. Ale jeśli widzę, że ludzie, którzy nie wierząc w Boga, przypisują boską moc władzy i pieniądzom, to dochodzę do wniosku, że coś tu jest nie tak.