Wielekroć słyszeliśmy, że pieniądze najlepiej motywują ludzi. Czy jest to prawda? Kiedy spojrzymy na prace fizyczne, to możemy dojść do wniosku, że tak. Przecież często najcięższe lub najtrudniejsze prace fizyczne są jednocześnie lepiej płatne niż prace lżejsze. Na przykład mycie szyb w wieżowcach na 30 piętrze (oczywiście od zewnątrz :)) będzie zdecydowanie lepiej płatne niż mycie okien w budynku mieszkalnym. Ciężka praca w fabryce będzie lepiej płatna niż praca stróża w tejże fabryce, który przy muzyce radyjka obserwuje ruch na ulicy.
Mechanizm działa prosto. Jeśli otrzymamy 10 zł za godzinę, to wybierzemy najłatwiejsze możliwe zajęcie, chyba że z pracą otrzymujemy znacznie więcej, np. satysfakcję z pomocy innym.
Ale co z pracą umysłową? No i tutaj zaczynają się schody.
Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze w kwestii motywacji do działania. Dzisiaj poznałem niespełna 30-letnią dziewczynę, która od dłuższego czasu pracuje jako wolontariuszka w stowarzyszeniu. Nie pobiera żadnych pieniędzy i gdyby tylko kasa motywowała, takich przypadków by nie było. Ona jednak wspaniale wypełnia swoją misję, która ma na celu… samorealizację w służeniu bliźnim.
Badania przeprowadzone na amerykańskim Uniwersytecie MIT udowodniły, że im mniej się spełniamy i im mniej jesteśmy doceniani w danej pracy, tym więcej pieniędzy oczekujemy w zamian. Tak więc pani Ania, którą poznałem dzisiaj, musi czuć niewiarygodną satysfakcję ze swojej pracy, jeśli decyduje się nie pobierać za to wynagrodzenia.
Wydaje mi się, że współcześni menadżerowie często zapominają o wszystkich innych rzeczach, które motywują ludzi. Często słyszę sfrustrowanych pracowników korporacji, którzy mówią: „Zarząd każe nam robić projekty, które później w większości lądują w koszu” albo „Zarząd nie zna realiów naszej branży, więc jak mogą rządzić firmą”.
Niestety często ci pracownicy mają rację, a jeśli praca nie jest doceniana, to ginie motywacja. Nikt nie lubi być bezużyteczny, nawet jeśli dostaje za to całkiem przyzwoite wynagrodzenie.
Inny research przeprowadzony przez dr Ariely z Harvardu również pokazuje, że statystycznie im trudniejszy projekt i im więcej trudu w niego włożymy, tym bardziej jesteśmy dumni, tym bardziej jesteśmy zmotywowani i tym bardziej kochamy swoją pracę.
Pomimo że powierzchownie czujesz, że jesteś leniwy, i to właśnie wymigiwanie się od pracy sprawia Ci przyjemność, podświadomie jest dokładnie odwrotnie. Im trudniejszy projekt, tym większa z niego satysfakcja. Tym więcej zarabiasz dla firmy, a jednocześnie będziesz doceniony przez pracodawcę i będziesz czuł się tym zdecydowanie lepiej! Przeciętność prowadzi do monotonii, monotonia prowadzi do smutku, smutek prowadzi do depresji.
A przecież Ty chcesz być szczęśliwy, a nie w depresji?
Czyż nie? ;-)
Droga do szczęścia i spełnienia. Krótkie refleksje o Bogu i życiu codziennym. Pokonaj lęk, przestań egzystować i zacznij żyć !
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biznes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biznes. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 czerwca 2013
środa, 12 czerwca 2013
Pożyczki nie są złe
Pożyczki dzielą się na dwa rodzaje:
1. pożyczki, które zostaną spłacone przez pożyczkobiorcę;
2. pożyczki, które nigdy nie zostaną spłacone przez pożyczkobiorcę, ewentualnie spłacone w części
Można pomyśleć, że świat zwariował. Zwariowali politycy, biznesmeni, spekulanci. Jak to możliwe, że w kilka dekad cała Europa zapożyczyła się tak bardzo? Otóż długi państw są równie stare jak filozofia. Historia zatoczyła ironiczny krąg, gdyż w V w. p.n.e. jako pierwsze zaczęły się zadłużać względem instytucji i obywateli greckie państwa-miasta.
Czyż nie jest to wspaniałe, że to właśnie ten kraj, który rozpoczął błędną spiralę, może się okazać pierwszym krajem EU, który zbankrutuje? W momencie, kiedy piszę ten tekst, Grecja jest nadal członkiem Unii Europejskiej i członkiem strefy euro. Mimo tego, że oficjalnie nie zbankrutowała, to trzyma się przy życiu poprzez świeżą dostawę obcej krwi, której już nigdy nie będzie w stanie oddać.
Jeden krok starej Europy doprowadzi do upadku kraju, który jest źródłem starożytnej mądrości, ale zarazem doskonałym przykładem, jak złe długi pieniężne, które powinny napędzać gospodarkę, mogą kierować nas do unicestwienia.
Trzeba jednak coś wyjaśnić. Obligacje skarbowe emitowane przez rządy działają na prostej zasadzie, że państwo jest przedsiębiorstwem, które nie może zbankrutować. Bo dopóki nie wydarzy się opcja druga, czyli katastrofa, która zmiecie z powierzchni ziemi wszystkich jej mieszkańców, to pewna pozostaje opcja pierwsza, czyli że obywatele będą zawsze płacili podatki. Wyżej wymienione opcje są aluzją do słów Benjamina Franklina: „The only things certain in life are death and taxes”. A to już jest wystarczającym dowodem na to, że wszystkie wyemitowane obligacje zostaną w określonym czasie wykupione przez Skarb Państwa, tak więc spłacone.
Niestety co jest oczywiste w teorii, załamuje się w praktyce. Bo jeśli obywatel przestanie się martwić o państwo i przestanie płacić podatki, a jednocześnie politycy chcąc utrzymać pracę polityka, zrobią wszystko, żeby nie zdenerwować obywateli, ale załatać dziurę budżetową, to wtedy – kiedy system podatkowy sam jest dziurawy – jest tylko jedna możliwość latania tej dziury. A jest nią zapożyczanie się u kochanych obywateli! Niestety tej myśli nie mogę kontynuować, zważywszy na obszerność tematu.
Jednak wracając do myśli przewodniej – TAK! Wszystkie pożyczki, które są zaciągane, ale będą spłacone, są pożyczkami rozwijającymi gospodarkę. Nawet pożyczki gotówkowe, których nienawidzę ze względu na lichwiarskie praktyki firm je udzielających. Nawet takie pożyczki dobrze działają na przemysł. Rozważmy sytuację, w której pani Kowalska, albo lepiej: cały milion pań Kowalskich bierze 2000 zł pożyczki świątecznej. Za połowę tej sumy kupuje telewizor, całą resztę również wydaje w markecie. Dzięki temu firmy produkujące dany produkt mogą zwiększyć swoją sprzedaż, zatrudnić kolejnych pracowników, zainwestować w nową halę, którą wybudują firmy budowlane (praca, praca, praca!). Następnie zatrudnią do pracy syna pani Kowalskiej, czyli Michasia Kowalskiego, który od pół roku szukał pracy. Michaś pójdzie do pracy, a że nadal mieszka z mamusią, to przez jeden miesiąc spłaci cały kredyt gotówkowy, który mama wzięła, rozkładając na 5 lat.
Och, jakże piękna wizja, która ucieszyłaby wszystkich, czyli rozwijające się firmy, przedsiębiorców, firmy transportowe, no i oczywiście prostego obywatela, który chce żyć w państwie, w którym bezrobocie nie istnieje, a każdy może zapewnić godne życie swojej rodzinie.
Wyjaśniwszy działanie pożyczek, możemy teraz przejść do działania kryzysu. Pani Kowalska wzięła już 7 pożyczek gotówkowych i nie nadąża z ich spłatą. Firma windykacyjna nie może sciągnąć pieniędzy, gdyż pani Kowalska bierze zasiłek dla bezrobotnych i pracuje “na czarno”.
Nawet jeśli sytuacja zacznie się poprawiać, to pani Kowalska będzie widziała dwie opcje. Albo schowa pieniądze w skarpecie i za 10 lat z każdych 100 zł zostanie jej 40 zł… Albo przestając wydawać, włoży na konto oszczędnościowe, bo przecież nauczona doświadczeniem, już wie, że nie można brać pożyczek, bo pożyczki są złe.
Właśnie w tym momencie kilka milionów Polaków myśli podobnie i przestaje wydawać pieniądze. Dzieje się więc rzecz odwrotna. Sklepy sprzedają mniej towarów, firmy usługowe mniej usług. Firmy muszą ciąć koszty, zwalniać pracowników, przez co gospodarstwa domowe mają do wydania jeszcze mniej pieniędzy i przez to jeszcze bardziej zaciągają pasa, powodując jeszcze większy kryzys.
Sam nie wiem, czy wzrost gospodarczy, który utrzymał się w Polsce po 2008 r., nie jest powodem bardzo niskiej edukacji finansowej Polaków. Wolę uważać, że jest on dzieckiem pracowitości i zaradności naszego społeczeństwa. :-)
1. pożyczki, które zostaną spłacone przez pożyczkobiorcę;
2. pożyczki, które nigdy nie zostaną spłacone przez pożyczkobiorcę, ewentualnie spłacone w części
Można pomyśleć, że świat zwariował. Zwariowali politycy, biznesmeni, spekulanci. Jak to możliwe, że w kilka dekad cała Europa zapożyczyła się tak bardzo? Otóż długi państw są równie stare jak filozofia. Historia zatoczyła ironiczny krąg, gdyż w V w. p.n.e. jako pierwsze zaczęły się zadłużać względem instytucji i obywateli greckie państwa-miasta.
Czyż nie jest to wspaniałe, że to właśnie ten kraj, który rozpoczął błędną spiralę, może się okazać pierwszym krajem EU, który zbankrutuje? W momencie, kiedy piszę ten tekst, Grecja jest nadal członkiem Unii Europejskiej i członkiem strefy euro. Mimo tego, że oficjalnie nie zbankrutowała, to trzyma się przy życiu poprzez świeżą dostawę obcej krwi, której już nigdy nie będzie w stanie oddać.
Jeden krok starej Europy doprowadzi do upadku kraju, który jest źródłem starożytnej mądrości, ale zarazem doskonałym przykładem, jak złe długi pieniężne, które powinny napędzać gospodarkę, mogą kierować nas do unicestwienia.
Trzeba jednak coś wyjaśnić. Obligacje skarbowe emitowane przez rządy działają na prostej zasadzie, że państwo jest przedsiębiorstwem, które nie może zbankrutować. Bo dopóki nie wydarzy się opcja druga, czyli katastrofa, która zmiecie z powierzchni ziemi wszystkich jej mieszkańców, to pewna pozostaje opcja pierwsza, czyli że obywatele będą zawsze płacili podatki. Wyżej wymienione opcje są aluzją do słów Benjamina Franklina: „The only things certain in life are death and taxes”. A to już jest wystarczającym dowodem na to, że wszystkie wyemitowane obligacje zostaną w określonym czasie wykupione przez Skarb Państwa, tak więc spłacone.
Niestety co jest oczywiste w teorii, załamuje się w praktyce. Bo jeśli obywatel przestanie się martwić o państwo i przestanie płacić podatki, a jednocześnie politycy chcąc utrzymać pracę polityka, zrobią wszystko, żeby nie zdenerwować obywateli, ale załatać dziurę budżetową, to wtedy – kiedy system podatkowy sam jest dziurawy – jest tylko jedna możliwość latania tej dziury. A jest nią zapożyczanie się u kochanych obywateli! Niestety tej myśli nie mogę kontynuować, zważywszy na obszerność tematu.
Jednak wracając do myśli przewodniej – TAK! Wszystkie pożyczki, które są zaciągane, ale będą spłacone, są pożyczkami rozwijającymi gospodarkę. Nawet pożyczki gotówkowe, których nienawidzę ze względu na lichwiarskie praktyki firm je udzielających. Nawet takie pożyczki dobrze działają na przemysł. Rozważmy sytuację, w której pani Kowalska, albo lepiej: cały milion pań Kowalskich bierze 2000 zł pożyczki świątecznej. Za połowę tej sumy kupuje telewizor, całą resztę również wydaje w markecie. Dzięki temu firmy produkujące dany produkt mogą zwiększyć swoją sprzedaż, zatrudnić kolejnych pracowników, zainwestować w nową halę, którą wybudują firmy budowlane (praca, praca, praca!). Następnie zatrudnią do pracy syna pani Kowalskiej, czyli Michasia Kowalskiego, który od pół roku szukał pracy. Michaś pójdzie do pracy, a że nadal mieszka z mamusią, to przez jeden miesiąc spłaci cały kredyt gotówkowy, który mama wzięła, rozkładając na 5 lat.
Och, jakże piękna wizja, która ucieszyłaby wszystkich, czyli rozwijające się firmy, przedsiębiorców, firmy transportowe, no i oczywiście prostego obywatela, który chce żyć w państwie, w którym bezrobocie nie istnieje, a każdy może zapewnić godne życie swojej rodzinie.
Wyjaśniwszy działanie pożyczek, możemy teraz przejść do działania kryzysu. Pani Kowalska wzięła już 7 pożyczek gotówkowych i nie nadąża z ich spłatą. Firma windykacyjna nie może sciągnąć pieniędzy, gdyż pani Kowalska bierze zasiłek dla bezrobotnych i pracuje “na czarno”.
Nawet jeśli sytuacja zacznie się poprawiać, to pani Kowalska będzie widziała dwie opcje. Albo schowa pieniądze w skarpecie i za 10 lat z każdych 100 zł zostanie jej 40 zł… Albo przestając wydawać, włoży na konto oszczędnościowe, bo przecież nauczona doświadczeniem, już wie, że nie można brać pożyczek, bo pożyczki są złe.
Właśnie w tym momencie kilka milionów Polaków myśli podobnie i przestaje wydawać pieniądze. Dzieje się więc rzecz odwrotna. Sklepy sprzedają mniej towarów, firmy usługowe mniej usług. Firmy muszą ciąć koszty, zwalniać pracowników, przez co gospodarstwa domowe mają do wydania jeszcze mniej pieniędzy i przez to jeszcze bardziej zaciągają pasa, powodując jeszcze większy kryzys.
Sam nie wiem, czy wzrost gospodarczy, który utrzymał się w Polsce po 2008 r., nie jest powodem bardzo niskiej edukacji finansowej Polaków. Wolę uważać, że jest on dzieckiem pracowitości i zaradności naszego społeczeństwa. :-)
wtorek, 28 maja 2013
Pieniądze dają szczęście
Zważywszy na to, że z zawodu jestem
biznesmenem i zazwyczaj pod koniec dnia jestem zmęczony tematem pieniędzy, mało
piszę o nich na swoim blogu. Faktem jest, że jak większości z nas głównym moim
zadaniem każdego dnia jest po prostu praca i zarabianie na rodzinę. Nie lubię
ludzi stawiających pieniądze na piedestale wartości życiowych, jednocześnie
trzeba pamiętać, że osoba, która całkowicie deprecjonuje znaczenie pieniędzy,
jest osobą obłudną. Ludzie nie są w stanie przetrwać dłużej niż dzień lub parę
dni bez wszelakich dóbr materialnych, dachu nad głową, pożywienia. Mówiąc, że
pieniądze nie są dla nas ważne, mówimy, że nie potrzebujemy do życia nic oprócz
powietrza, co ewidentnie mija się z prawdą.
„Pieniądze szczęścia nie dają”, ale
każdy chciałby przekonać się o tym na własnej skórze. Takie stwierdzenie pcha
do przodu, ku mnożeniu dóbr materialnych, nawet osoby, których życiowym
priorytetem nie jest bycie najbogatszym człowiekiem na świecie. Oczywiście jest
grupa ludzi, którzy marzą o zarobieniu i zaoszczędzeniu jak największej ilości
pieniędzy. Dlaczego? Bo pieniądze dają Ci wszystko to, co sobie zapragniesz i o
czym marzyłeś, wszystkie dobra materialne, które istnieją na świecie. Spełnią
wszystkie Twoje zachcianki i sprawią, że wszyscy będą zazdrościli Ci tego, co
posiadasz! A przepraszam, Ciebie to nie dotyczy? Nie zazdrościsz? Zazdrość jest
w każdym, w Tobie również.
Tak, właśnie dlatego pieniądze
wymyślone przez ludzi zawładnęły swoim stwórcą. Półtora tysiąca lat przed
Chrystusem Fenicjanie zamienili barter na metalowy pieniądz, który po dziś
dzień cieszy nas swoją obecnością. Ale kto i dlaczego zarabia więcej niż
wszyscy? Jest pewna rzecz, która w Polsce określana jest „układem”, wszędzie
indziej natomiast nazywa się to networking! Czym jest networking? Ludzie
pomagają innym. W ten sposób utwierdzają się w przekonaniu, że są kimś lepszym,
bo już od dziecka rodzice wpajają nam, że trzeba pomagać sobie nawzajem. Mimo tego,
że czasem pomagamy osobom, których nawet nie znamy, to jednak głównie są to
ludzie, których znamy i lubimy.
Znam ludzi mówiących: „nic nikomu nie
zawdzięczam”, „wszystkiego dorobiłem się poprzez własną ciężką pracę”, „możesz
liczyć tylko na siebie”. Ludzie ci w ten sposób usprawiedliwiają siebie i
przyduszają wyrzuty sumienia. Nie chcą pomagać innym i sami nie pomagają innym,
nie mając w tym żadnego interesu. Jednak znacząca większość ludzi ma w sobie
cechę, która pozwala im zrobić coś dla dobra sprawy, dla polepszenia czyichś
możliwości lub perspektyw. Robią to dla idei, gdyż patrzenie na człowieka
odnoszącego sukces może powodować dwa skrajne odczucia: zawiść i zazdrość lub
empatyczne poczucie spełnienia.
Jest szkoła, która mówi, żeby każdą
napotkaną osobę traktować jako rozszerzenie swojej sieci kontaktów. Kształcąc
się w USA, usłyszałem: „Żyj ze wszystkimi przyjaźnie, utrzymuj kontakty i bądź
lubiany przez ludzi, gdyż może się okazać, że twój kolega z ławki obok zostanie
prezesem Microsoftu”. Oczywiście miało to znaczyć, że nawet jeśli niespecjalnie
lubisz tego kolegę, nie przeszkadza to w zbudowaniu relacji, która pozwoli Ci
stać się beneficjentem danej znajomości. Podsumowując moje dotychczasowe życie,
nie mogę zgodzić się z tą tezą. Ludzie, którzy są bardzo „interesowni”, nie są
tymi najbardziej potrzebnymi w drodze do Twojej sieci kontaktów. Tacy ludzie są
wszędzie i czasem może się wydawać, że jest ich przytłaczająca większość.
Ale to ludzie bezinteresowni mogą
zmienić Twoje życie. Mogą być mentorami, przyjaciółmi, wsparciem i
niekoniecznie wsparciem finansowym. Jeśli masz bogatego wujka, który
sprezentuje Ci jakąś sumę pieniędzy, niekoniecznie wyświadczy Ci przysługę.
Jeśli beztrosko podejdziesz do łatwo pozyskanych pieniędzy, wydasz je na zbędną
rzecz, która w dłuższej perspektywie nie będzie miała wpływu na Twoje życie.
Ale jeśli ten sam wujek nie da Ci nic, przez wiele lat pozostanie Twoim
mentorem, to będzie to znaczyło dużo więcej.
Widząc świat oczami osoby, która
przeszła przez życie, zaoszczędzając dużą sumę pieniędzy, sam odkryjesz, że tak
jak pieniądze są wszędzie, tak też wszędzie pieniądze można zarobić.
Pieniądze same w sobie nie mają
prawie żadnej wartości. To ludzie dają im tę magiczną moc. Pamiętam, jak będąc
młodym chłopcem, obejrzałem przypadkowo dość tragiczny film. Na oceanie zgubiła
się kilkunastoosobowa grupa turystów płynących statkiem. Stracili kontakt ze
światem, szybko skończyło się jedzenie i słodka woda. Nagle przy strasznie ograniczonej
podaży wody i pokarmu właśnie to zyskało największą wartość. Nie były potrzebne
kurtki, gdyż było gorąco; pitna woda stała się dobrem deficytowym. Po jakimś
czasie ludzie zaczęli przekupywać siebie nawzajem. Człowiek z największą
ilością pieniędzy w portfelu pragnął kupić za wszystkie pieniądze resztki wody,
która pozostała na pokładzie. I mimo że wielu pasażerów uznało to za absurd,
udało mu się odkupić część wody.
Czy dolary na tej łódce miały jakąkolwiek
wartość? Oczywiście, że nie, ale każdy łudził się w przekonaniu, że odnajdzie
ich łódź ratunkowa i wrócą do świata, w którym to właśnie pieniądze rządzą… a
nie woda! Ta historia, która na końcu przerodziła się w
makabryczno-kanibalistyczną opowieść, ilustruje nam fakt, że tylko my nadajemy
wartość pieniądzom, a nie one same sobie.
Pragnę, żebyś nabrał dystansu do
pieniądza i zaczął patrzeć na niego jedynie jako na środek-medium, który
pozwala wymieniać Twoją pracę lub usługę na dobra materialne. Wyobraźmy sobie,
jak było kiedyś. Jeśli świat kręcił się jedynie wokół zaspokojenia głodu i mało
złożonej egzystencji, każdy mógł wymieniać się dobrami. Kilka litrów mleka za 1
kg mięsa. Róg jelenia za kurtkę z norek itp. Oczywiście rozwój ludzkości zmusił
nas do zaniechania barteru na rzecz czegoś bardziej płynnego.
Pieniądze to iluzja. Postaraj się
nabrać dystansu do terminu „pieniądz”. Dlaczego myśleć, że pieniądz jest
nieprawdziwy i wymyślony? Dlatego że łatwiej będzie Ci zarobić, jeśli skupisz
się na samym sednie zarabiania, a pieniądz nie jest tym sednem. Sednem
zarabiania jest świadczenie usług lub sprzedawanie jakiegoś produktu, który dla
kogoś przedstawia wartość.
Chciałbym nawiązać tutaj do piramidy
Maslowa. Wszystko, co się tam zawiera, odzwierciedla potrzeby, które rządzą człowiekiem.
Na samym dole piramidy są potrzeby fizjologiczne: spanie, jedzenie, sen.
Dopiero po zaspokojeniu podstawowych potrzeb jesteśmy w stanie wspiąć się wyżej
do kwestii bezpieczeństwa, moralności, czy wreszcie na sam szczyt piramidy,
czyli życiowego spełnienia i samorealizacji. Bywają dni, w których najprostsze czynności
mogą nam dać najwięcej przyjemności, ulgi czy radości. Piękno otaczającego
świata, świeży podmuch wiatru, czy wręcz załatwianie czynności fizjologicznych.
Podobnie wygląda nasze życie, i to
właśnie stabilność dóbr materialnych, będąca swoistym uzupełnieniem życia
duchowego, może wprowadzić nas na wyżyny naszych możliwości, wykorzystując w
pełni otrzymane przez nas talenty. Nie można pisać wierszy, mając pusty
żołądek; nie można napisać powieści, martwiąc się, czy wróg nie spali Twojego
domu. Życie musi układać się w jedną całość i tylko swoisty balans może prowadzić
nas do osiągnięcia tych celów, o których większość ludzi boi się marzyć.
Oczywiście tytuł posta jest prowokacyjnym odwróceniem popularnego przysłowia, ale wypełnieniem tematu będzie stwierdzenie: "Pieniądze dają szczęście, jeśli masz wszystko co najważniejsze, a czego nie można kupić..".
Oczywiście tytuł posta jest prowokacyjnym odwróceniem popularnego przysłowia, ale wypełnieniem tematu będzie stwierdzenie: "Pieniądze dają szczęście, jeśli masz wszystko co najważniejsze, a czego nie można kupić..".
środa, 15 maja 2013
Relacje międzyludzkie
Jakiś czas temu pisałem post dotyczący
ludzi, którzy odnoszą sukces poprzez bycie swego rodzaju „inżynierami relacji
międzyludzkich”. Jest to bardzo złożony koncept i im dłużej żyję, tym bardziej
mnie on zadziwia.
Napisałem, że sukces odnoszą ludzie,
którzy potrafią wzbudzić entuzjazm wśród innych. Są to osoby na tyle charyzmatyczne
i przebojowe, że mogą inspirować ludzi do działania, ale zarazem odnoszące się
z dystansem do siebie, świata, napełnieni wewnętrzną harmonią i skromnością.
Doskonale wiemy, że ludziom z jednej
strony imponuje przebojowość, ale jednocześnie mają niechęć do ludzi, którzy
obnoszą się ze swoją świetnością.
Aby ludzie mogli zaufać i podziwiać,
najpierw muszą szanować daną osobę. Ale w życiu codziennym dochodzi do
paradoksu, że jest jedna cecha osobowości, o której nikt nie mówi, ale wszyscy jej
szczerze nienawidzą, a jest nią po prostu pycha.
To właśnie pycha jest kluczem do tej
zagadki, bo choć lubimy podziwiać ludzi odnoszących sukces w jakiejś
dziedzinie, to tak naprawdę nie lubimy osób, które obnoszą się z tym sukcesem.
Po prostu czujemy do nich odrazę. Przecież jak często odnosimy się ze
zrozumieniem do ludzi, którzy robiąc źle, uderzają się w piersi i wstydzą się
swoich słabości. Ale kiedy słabość albo moc obracamy przeciw innym, np. aby
poniżyć innych, a wywyższyć siebie, trudno nam będzie odnieść sukces na dłuższą
metę, gdyż inni będą się od nas odwracać.
Czy nie należy się chwalić swoimi
osiągnięciami i po prostu siedzieć cicho, żeby nikogo nie urazić? –
zdecydowanie nie. Bycie lepszym od innych zawsze będzie powodować mieszane
uczucia, zazdrość, tak jak bycie gorszym od innych wywołuje współczucie i
litowanie się.
Każdy z nas jest człowiekiem, ma
zalety i wady. Ludzie nie chcą czuć się gorsi od innych. Bycie najlepszym w
relacjach międzyludzkich to komunikowanie się w ten sposób, aby inspirować
ludzi do działania na przykładzie swoich czynów, oraz empatyczne podejście w
stosunku do innych. Każdemu naturalniej przychodzi podziwianie osób skromnych i
pokornych, to nie znaczy, że nie mogą być najlepsi w tym, co robią.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Rynek - niewidzialny potwór rządzący światem
Nie mogę się powstrzymać przed komentarzem eseju G.K. Chestertona pt. The
wind and the Trees, ze zbioru Tremendous Trifles.
Chesterton tworzy przepiękną metaforę, ukazując oddziaływanie wiatru na
drzewa. W użytej przenośni drzewa to wszystkie rzeczy widzialne, wiatr
natomiast to wszystkie rzeczy niewidzialne.
Wiatr jest jak duch, jak emocje, jak myśli, wszystko, czego nie widzimy, a co
potrafi wpływać na świat materialny – drzewa. Tak jak w lesie, widzimy wielką
moc wiatru, chwiejące się gałęzie, szelest liści, ale powoduje to niewidzialna
siła zwana wiatrem.
Przenośnia ta uderzyła bardzo mocno w moją wątłą wyobraźnię, gdyż ludzie
sugerują się rzeczami materialnymi, jakby to one były najistotniejszymi
motorami świata, gospodarki czy ogólnie cywilizacji. Tak jakby to one
tworzyły naszą moralność i były punktem odniesienia dla wszystkich zmian. W
rzeczywistości jednak tak jak widzialne Drzewa nie poruszają niewidzialnego
Wiatru, tak i rzeczy materialne nie są istotniejsze od kwestii duchowych.
Nauka stara się nam za wszelką cenę udowodnić, że wszystko, nawet
nasze myśli i emocje, możemy zamknąć w chemicznym pudełku
impulsów kierujących naszym mózgiem. W rzeczywistości tylko swoiste
uprzywilejowanie abstrakcyjnego umysłu jako duchowego autorytetu może raz
na zawsze odizolować świat ludzi od świata zwierząt.
Jak napisałem w tytule, to, co niewidzialne, rządzi. Codziennie słyszymy, że
to „Rynek” rządzi światem, tak jakby był to wielki, silny potwór, który siedząc
na tronie, podporządkowuje sobie wszystkie decyzje. W rzeczywistości nie ma
czegoś takiego jak Rynek przez duże „R”. Jest tylko ogrom ludzkiego Wiatru
– naszych myśli, decyzji, naszego strachu i lęku. My jesteśmy rynkiem i my
jesteśmy gospodarką. To od naszego barometru szczęścia zależą notowania na
giełdzie i to my – ludzie – kontrolujemy prawie całkowicie ten świat.
Problemem współczesnego niewidzialnego świata jest fakt, że wszystko kręci
się wokół wartości, a jak każdy wie, żadna rzecz materialna nie ma ceny,
dopóki jej tej ceny nie przypiszemy na podstawie popytu i podaży. Jeśli cennik
świata oparty jest na niewidzialnych emocjach, zawsze będziemy zaskakiwani
na przemian okresami niewyobrażalnej hossy i okresami niewyobrażalnego
kryzysu. Tak właśnie funkcjonuje największe stado tego świata, świata ludzi,
który określamy słowem RYNEK.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Czemu jestem biedny?
Aby odpowiedzieć na pytanie, czemu ktoś jest biedny, trzeba zacząć od pytania:
kto i dlaczego jest bogaty? Nie będę wnikał w kwestie społeczne, dziedziczenie
i tym podobne, ale w samo sedno bogactwa. W całym tekście będziemy mówili
jedynie o bogactwie materialnym.
Większość z nas zaczyna dorosłe życie, nie mając nic, nie mając żadnych
aktywów i pasywów, ewentualnie jakieś zobowiązania do spłaty… Pamiętajmy
na tym etapie, czym różnią się aktywa od pasywów, bo choć jest to dość proste,
prawie nikt o tym nie mówi.
W bardzo dużym uproszczeniu: aktywa to wszystko to, co przynosi nam kasę
do kieszeni (również same pieniądze, np. inwestowane na giełdzie), pasywa
natomiast to majątek lub dobra, na które wydajemy pieniądze. Dla przykładu:
w większości przypadków nasz dom jest pasywem, ale jeśli zostawimy sobie
tylko jeden pokój, a resztę wynajmiemy innym ludziom – to nasz dom staje się
aktywem przynoszącym nam zyski. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie inwestujący w
aktywa rozmnażają swoje środki, a inwestujący w pasywa stale zwiększają ilość
zobowiązań, przez co stają się biedniejsi.
A jeżeli chodzi o bogactwo, to jego podstawą jest kapitał. Kapitał natomiast
tworzy się z nadwyżek środków, czyli wszystko ponad tym, co wydamy,
tworzy nasz kapitał. Jeśli wydajemy wszystko, co zarabiamy, albo – co gorsza –
wydajemy więcej, niż zarabiamy, nigdy nie będziemy bogaci.
Ale w jaki sposób odłożyć, jeśli nie starcza nam na podstawowe wydatki?
Musimy pracować dłużej i więcej, bo nie jest to możliwe, dopóki nie zaczniemy
zarabiać więcej, niż wydajemy, lub ewentualnie obniżymy nasze wydatki na tyle
drastycznie, że część środków zostanie jako nadwyżka.
Jeśli już natomiast wejdziemy na ten wyższy poziom i zaczniemy inwestować
nadwyżki, dostrzeżemy coś niesamowitego. Dostrzeżemy, że zarabianie
pieniędzy jest trudne tylko na najniższym szczeblu, gdyż nie korzystamy z
tego, co jest najwspanialsze i jednocześnie najbardziej niesprawiedliwe w
pieniądzach. Pieniądze same się rozmnażają, jak przez pączkowanie, a im jest
ich więcej, tym robią to szybciej.
I tutaj dochodzimy do absurdu. W swoim założeniu pieniądze powinny
pochodzić z pracy, a im cięższa praca, tym więcej pieniędzy. Ale jest moment,
w którym pieniądze zaczynają się rozmnażać same. Wystarczy je zarobić,
dobrze zainwestować w aktywa (nie pasywa), nie zwiększać swoich wydatków,
a okaże się, że pieniądze będą utrzymywały nas przez całe życie. Ale de facto
nie będą to pieniądze, tylko całe rzesze ludzi, którzy nigdy nie dojdą do tego
pułapu. Nie dojdą, gdyż zawsze ich potrzeby będą przewyższały ich zarobki.
Ale nie możemy przypisywać pieniądzom samych diabelskich atrybutów, tak
jak biedzie nie możemy przypisywać cech anielskich. Przecież każdą kwotę
pieniędzy można wydać, więc nawet jeśli ktoś zarabia dużo, to powinien
konsekwentnie zmusić się do oszczędzania. To znaczy musi skończyć z rozpustą
i imponowaniem innym, zaczynając skrupulatnie odkładać każdą złotówkę
zarobioną ciężką pracą.
W teorii ktoś mógłby rzec, że bieda rodzi się z rozpusty i rozrzutności,
bogactwo natomiast – z protestanckiego minimalizmu i ciężkiej pracy.
W praktyce rzecz wygląda zgoła inaczej. Bieda krzywdzi, ale uczy ludzi pokory
i minimalistycznego podejścia do życia, bo można cieszyć się tym, co się ma.
Właśnie nadmiar pieniędzy może prowadzić do rozpusty i rozrzutności, a w
rezultacie do zepsucia.
Co jest w takim razie lepsze? Odpowiedź prosta. Trzymać się teorii w praktyce!
sobota, 20 kwietnia 2013
Zło które zwycięża
Wierzę w ludzkość dopóty, dopóki pamiętam, że nie zawsze wygrywają
najlepsi. Naprawdę najlepsi, tzn. najlepsi, odrzucając tych, którzy oszukują.
Politycy, którzy nami rządzą, nie są zapewne najlepszymi specjalistami w
naszym kraju. Najbogatsi biznesmeni nie muszą być najbardziej uczciwymi
przedsiębiorcami. Najbardziej popularni biskupi nie są najbardziej pokornymi
pasterzami. Najlepsi sportowcy niekoniecznie zdobywają medale jedynie dzięki
swoim talentom i ciężkiej pracy.
Wszystko to pokazuje, że w naszym ziemskim życiu nie trzeba być najlepszym,
żeby osiągnąć sukces. Ale czy warto zmarnować całe swoje życie na taki
sukces? Ostatnio zauważyłem, że w biznesie każdy może znaleźć swoją niszę,
aby wyróżniać się wśród innych. W dzisiejszych czasach taką niszą jest po
prostu bycie lojalnym i uczciwym. Jeśli skupimy się tylko na tym, to ciężko
pracując, możemy stworzyć dzieło, które z pewnością zostanie dostrzeżone.
Co można pomyśleć o ludziach, wierząc, że ten specyficzny osobnik, który
rządzi krajami, organizacjami i firmami, jest najlepszym ze wszystkich
możliwych? Z jakiegoś powodu tam jest…?
Życie pokazuje, że może być to dobry człowiek, ale nie musi. Musi za to być
konsekwentny, wytrwały w realizowaniu planu, sprytny, błyskotliwy i często po
prostu… musi iść po trupach do celu.
Nasz ziemski świat nie jest sprawiedliwy, tym trudniej jest nam racjonalizować
sprawiedliwość. Po co być sprawiedliwym odmieńcem, skoro i tak inni rzucą
nam kłody pod nogi?
Zło często wygrywa, dobro – czasem. Jeśli wierzymy w sąd ostateczny, to zło
tego świata zostanie rozliczone po śmierci. Jeśli nie wierzymy, to naprawdę
byłby to smutny i depresyjny świat, którym rządzą tylko silniejsi.
Temat zaczerpnięty z: „The Illustrated London News” 2.11.1907 by G.K.C.
piątek, 19 kwietnia 2013
Zabij ból entuzjazmem!
Kto zarabia najwięcej pieniędzy? Nie ci, którzy są geniuszami fizyki,
astronomii, matematyki itp. Ci ludzie mają bardzo przyzwoite wypłaty, ale są
tacy, którzy mają więcej.
Tym wyjątkowym typem ludzi, którym łatwo przychodzi zarabianie pieniędzy,
są tzw. inżynierowie relacji międzyludzkich. To ludzie, z którymi chcemy
być albo których chcemy oglądać. To ludzie, którzy wzbudzają entuzjazm,
gdziekolwiek się pojawią. To ludzie, przy których inni czują się docenieni i
lepsi. Kiedyś Charles M. Schwab powiedział, że największą zdolność, jaką
posiada, to wzbudzanie entuzjazmu wśród ludzi. Schwab w wieku 35 lat został
prezydentem Carnegie Steel Company i dorobił się fortuny – jak twierdzi, dzięki
zjednywaniu sobie ludzi i docenianiu ich pracy.
Czasem mając gorszy dzień, zastanawiam się, czy nie żyję w jakimś
surrealistycznym świecie wytworzonym w mojej wyobraźni. W świecie, w
którym każdy, nawet najgorszy człowiek ma w sobie namiastkę dobra. W
świecie, w którym ludzie są częściej dobrzy niż źli. Może zbyt optymistycznie
postrzegam świat, nawet kiedy życie rzuca mi pod nogi coraz to większe kłody.
Ale co jest po drugiej stronie barykady? Smutek, zgorzknienie, trwoga,
narzekanie, użalanie się nad sobą, nienawiść, zawiść i zazdrość. Tak wiele
cech wychodzi na wierzch, jeśli przestaniemy wierzyć w ludzi. Przerażająca
perspektywa, która może zniszczyć nasze życie.
Nie bójmy się mówić ludziom o dobrych rzeczach, które nam się przydarzyły.
Starajmy się wykrzesać z najgorszego pesymisty przynajmniej iskierkę
entuzjazmu. Człowiek naturalnie dąży do unikania bólu, ale nienaturalnie dąży
do mówienia o tymże bólu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)