Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2013

Pożyczki nie są złe

Pożyczki dzielą się na dwa rodzaje:

1. pożyczki, które zostaną spłacone przez pożyczkobiorcę;

2. pożyczki, które nigdy nie zostaną spłacone przez pożyczkobiorcę, ewentualnie spłacone w części

Można pomyśleć, że świat zwariował. Zwariowali politycy, biznesmeni, spekulanci. Jak to możliwe, że w kilka dekad cała Europa zapożyczyła się tak bardzo? Otóż długi państw są równie stare jak filozofia. Historia zatoczyła ironiczny krąg, gdyż w V w. p.n.e. jako pierwsze zaczęły się zadłużać względem instytucji i obywateli greckie państwa-miasta.

Czyż nie jest to wspaniałe, że to właśnie ten kraj, który rozpoczął błędną spiralę, może się okazać pierwszym krajem EU, który zbankrutuje? W momencie, kiedy piszę ten tekst, Grecja jest nadal członkiem Unii Europejskiej i członkiem strefy euro. Mimo tego, że oficjalnie nie zbankrutowała, to trzyma się przy życiu poprzez świeżą dostawę obcej krwi, której już nigdy nie będzie w stanie oddać.

Jeden krok starej Europy doprowadzi do upadku kraju, który jest źródłem starożytnej mądrości, ale zarazem doskonałym przykładem, jak złe długi pieniężne, które powinny napędzać gospodarkę, mogą kierować nas do unicestwienia.

Trzeba jednak coś wyjaśnić. Obligacje skarbowe emitowane przez rządy działają na prostej zasadzie, że państwo jest przedsiębiorstwem, które nie może zbankrutować. Bo dopóki nie wydarzy się opcja druga, czyli katastrofa, która zmiecie z powierzchni ziemi wszystkich jej mieszkańców, to pewna pozostaje opcja pierwsza, czyli że obywatele będą zawsze płacili podatki. Wyżej wymienione opcje są aluzją do słów Benjamina Franklina: „The only things certain in life are death and taxes”. A to już jest wystarczającym dowodem na to, że wszystkie wyemitowane obligacje zostaną w określonym czasie wykupione przez Skarb Państwa, tak więc spłacone.

Niestety co jest oczywiste w teorii, załamuje się w praktyce. Bo jeśli obywatel przestanie się martwić o państwo i przestanie płacić podatki, a jednocześnie politycy chcąc utrzymać pracę polityka, zrobią wszystko, żeby nie zdenerwować obywateli, ale załatać dziurę budżetową, to wtedy – kiedy system podatkowy sam jest dziurawy – jest tylko jedna możliwość latania tej dziury. A jest nią zapożyczanie się u kochanych obywateli! Niestety tej myśli nie mogę kontynuować, zważywszy na obszerność tematu.

Jednak wracając do myśli przewodniej – TAK! Wszystkie pożyczki, które są zaciągane, ale będą spłacone, są pożyczkami rozwijającymi gospodarkę. Nawet pożyczki gotówkowe, których nienawidzę ze względu na lichwiarskie praktyki firm je udzielających. Nawet takie pożyczki dobrze działają na przemysł. Rozważmy sytuację, w której pani Kowalska, albo lepiej: cały milion pań Kowalskich bierze 2000 zł pożyczki świątecznej. Za połowę tej sumy kupuje telewizor, całą resztę również wydaje w markecie. Dzięki temu firmy produkujące dany produkt mogą zwiększyć swoją sprzedaż, zatrudnić kolejnych pracowników, zainwestować w nową halę, którą wybudują firmy budowlane (praca, praca, praca!). Następnie zatrudnią do pracy syna pani Kowalskiej, czyli Michasia Kowalskiego, który od pół roku szukał pracy. Michaś pójdzie do pracy, a że nadal mieszka z mamusią, to przez jeden miesiąc spłaci cały kredyt gotówkowy, który mama wzięła, rozkładając na 5 lat.


Och, jakże piękna wizja, która ucieszyłaby wszystkich, czyli rozwijające się firmy, przedsiębiorców, firmy transportowe, no i oczywiście prostego obywatela, który chce żyć w państwie, w którym bezrobocie nie istnieje, a każdy może zapewnić godne życie swojej rodzinie.


Wyjaśniwszy działanie pożyczek, możemy teraz przejść do działania kryzysu. Pani Kowalska wzięła już 7 pożyczek gotówkowych i nie nadąża z ich spłatą. Firma windykacyjna nie może sciągnąć pieniędzy, gdyż pani Kowalska bierze zasiłek dla bezrobotnych i pracuje “na czarno”.
Nawet jeśli sytuacja zacznie się poprawiać, to pani Kowalska będzie widziała dwie opcje. Albo schowa pieniądze w skarpecie i za 10 lat z każdych 100 zł zostanie jej 40 zł… Albo przestając wydawać, włoży na konto oszczędnościowe, bo przecież nauczona doświadczeniem, już wie, że nie można brać pożyczek, bo pożyczki są złe.
Właśnie w tym momencie kilka milionów Polaków myśli podobnie i przestaje wydawać pieniądze. Dzieje się więc rzecz odwrotna. Sklepy sprzedają mniej towarów, firmy usługowe mniej usług. Firmy muszą ciąć koszty, zwalniać pracowników, przez co gospodarstwa domowe mają do wydania jeszcze mniej pieniędzy i przez to jeszcze bardziej zaciągają pasa, powodując jeszcze większy kryzys.


Sam nie wiem, czy wzrost gospodarczy, który utrzymał się w Polsce po 2008 r., nie jest powodem bardzo niskiej edukacji finansowej Polaków. Wolę uważać, że jest on dzieckiem pracowitości i zaradności naszego społeczeństwa. :-)

piątek, 7 czerwca 2013

Czas to iluzja

„W odróżnienia od Króla, który nie był ubrany w nic, czas jest niczym ubranym w szaty. Można opisać jedynie te szaty” – Julian Barbour, Koniec czasu

W powyższym cytacie Barbour nawiązuje do znanej baśni H.Ch. Andersena, ale nie o baśni chciałbym dziś napisać, lecz o czasie!

Najczęstszym narzekaniem, które słyszę od ludzi, jest to, że „na nic nie mam czasu”. Niedawno temu napisałem tekst pt. Rynek – niewidzialny potwór rządzący światem. Dzisiaj chętnie nadałbym tekstowi tytuł Czas – niewidzialny potwór rządzący ludźmi, oczywiście ironicznie dobierając słowa, bo jak może rządzić nami coś, co jest efektem naszych poczynań – to nielogiczne.

Mam ochotę zadać wtedy pytanie: jeśli jesteś tak ubezwłasnowolniony przez czas, to czym dla ciebie jest czas? Poproszę definicję.
Czas naprawdę to tylko iluzja, to tylko narzędzie do opisywania relacji przyczynowo skutkowych. Pomimo że minęło prawie 300 lat od śmierci Izaaka Newtona, wszyscy żyją nadal w absolutnym pojęciu czasu, i to wydaje się, że jeszcze bardziej absolutnym i niepodważalnym niż kiedykolwiek wcześniej. Czas to czas! – tykający zegarek, absolutnie i bezwzględnie aż do śmierci. Nie zapominajmy jednak, że na początku XX wieku młody, 26-letni fizyk imieniem Albert udowodnił nam, że czas jest względny, tzn. płynie albo szybciej, albo wolniej w zależności od prędkości obserwatora, grawitacji itp.

Nie omieszkam tu przytoczyć słynnego paradoksu bliźniąt, nie wgłębiając się w układ inercjalny tychże bliźniąt, ale jedynie w kwestie upływu czasu. Załóżmy, że rozdzielilibyśmy braci bliźniaków, z których jeden zostałby na Ziemi, a drugi rakietą wyruszyłby w kosmos z prędkością 75% prędkości światła. Po 12 latach brat kosmonauta wróciłby na Ziemię. Okazałoby się, że bratu kosmonaucie przybyło tylko 8 lat, a nie 12, czyli byłby 4 lata młodszy od swojego brata bliźniaka. Powodem tego jest fakt, iż – w uproszczeniu – według teorii względności Einsteina czas płynie wolniej, im bliżej nam do prędkości światła. Co dzieje się potem, czy czas staje? Prawdopodobnie nie, ale na pewno wydarzyłoby się coś niesamowitego.

Dziś po śniadaniu, zamiast pójść do pracy, gdzie mój czas leci jak rozpędzony pociąg TGV (teżewe), ze względu na ostre przeziębienie zostałem w domu, który nagle pod nieobecność dzieci stał się dla mnie miejscem nieznanym. Cisza, spokój, ćwierkające ptaki za oknem. Wystarczyło zostać w domu, żeby w moim odczuciu czas drastycznie zwolnił. Przez każdą minutę przelatywały mi jakby setki myśli, dziesiątki spojrzeń, mrugnięć, które przez chwilę z ciekawości zacząłem liczyć. Liczyłem je całą wieczność, doliczyłem do 30 i zegar wskazywał tę samą minutę!

Po chwili przeleciała obok mnie mucha, wolno niczym wojskowy patrol lotniczy latała dookoła. Ależ ten czas się ciągnie, pomyślałem, gdybym nie miał przy sobie zegarka, zdecydowanie stwierdziłbym, że czas po prostu stanął w miejscu.

Te przykładowe kilka minut z czasu spędzonego w ciszy bez żadnych bodźców ukazują to, co Einstein stwierdził już w 1905 r. – czas jest względny, a nie absolutny! Jeśli tak jest, to znaczy, że dysponujemy nieograniczoną ilością czasu, dlatego że to my jesteśmy jego źródłem. To my tworzymy czas przez nasze interakcje ze światem i musimy w ten sposób o tym myśleć.

Co się wydarzy, jeśli zaczniemy żyć czasem względnym? Przestanie nam go brakować, bo dopóki żyjemy, dopóty jest on niewyczerpany. Będziemy świadomi, że czas może być jak wspomniany wcześniej pociąg. Może gnać jak francuskie TGV nawet 500 km/h, ale może zwolnić do 1 km na dobę, tak że ludzkim okiem nie zauważymy nawet, iż się rusza, ale to my go kontrolujemy!


Jeśli już wiesz, że to Ty razem ze światem tworzysz czas, może w końcu uwierzysz, że możesz zawładnąć tym potworem, bo sam codziennie dokonujesz wyborów, wszystkie Twoje decyzje są po prostu szatą. Szatą, której nie tworzy niewidzialny król, ale Ty, co chwilę, siłą swoich decyzji!

Następnym razem, jeśli ktoś powie Ci, że nie ma czasu, proszę, zacytuj mu Normana Peale’a, amerykańskiego speca od pozytywnego myślenia, który niegdyś powiedział: „Jedyną osobą, która nie ma czasu, jest ta 10 metrów pod ziemią”.

wtorek, 28 maja 2013

Pieniądze dają szczęście


Zważywszy na to, że z zawodu jestem biznesmenem i zazwyczaj pod koniec dnia jestem zmęczony tematem pieniędzy, mało piszę o nich na swoim blogu. Faktem jest, że jak większości z nas głównym moim zadaniem każdego dnia jest po prostu praca i zarabianie na rodzinę. Nie lubię ludzi stawiających pieniądze na piedestale wartości życiowych, jednocześnie trzeba pamiętać, że osoba, która całkowicie deprecjonuje znaczenie pieniędzy, jest osobą obłudną. Ludzie nie są w stanie przetrwać dłużej niż dzień lub parę dni bez wszelakich dóbr materialnych, dachu nad głową, pożywienia. Mówiąc, że pieniądze nie są dla nas ważne, mówimy, że nie potrzebujemy do życia nic oprócz powietrza, co ewidentnie mija się z prawdą.

„Pieniądze szczęścia nie dają”, ale każdy chciałby przekonać się o tym na własnej skórze. Takie stwierdzenie pcha do przodu, ku mnożeniu dóbr materialnych, nawet osoby, których życiowym priorytetem nie jest bycie najbogatszym człowiekiem na świecie. Oczywiście jest grupa ludzi, którzy marzą o zarobieniu i zaoszczędzeniu jak największej ilości pieniędzy. Dlaczego? Bo pieniądze dają Ci wszystko to, co sobie zapragniesz i o czym marzyłeś, wszystkie dobra materialne, które istnieją na świecie. Spełnią wszystkie Twoje zachcianki i sprawią, że wszyscy będą zazdrościli Ci tego, co posiadasz! A przepraszam, Ciebie to nie dotyczy? Nie zazdrościsz? Zazdrość jest w każdym, w Tobie również.
Tak, właśnie dlatego pieniądze wymyślone przez ludzi zawładnęły swoim stwórcą. Półtora tysiąca lat przed Chrystusem Fenicjanie zamienili barter na metalowy pieniądz, który po dziś dzień cieszy nas swoją obecnością. Ale kto i dlaczego zarabia więcej niż wszyscy? Jest pewna rzecz, która w Polsce określana jest „układem”, wszędzie indziej natomiast nazywa się to networking! Czym jest networking? Ludzie pomagają innym. W ten sposób utwierdzają się w przekonaniu, że są kimś lepszym, bo już od dziecka rodzice wpajają nam, że trzeba pomagać sobie nawzajem. Mimo tego, że czasem pomagamy osobom, których nawet nie znamy, to jednak głównie są to ludzie, których znamy i lubimy.

Znam ludzi mówiących: „nic nikomu nie zawdzięczam”, „wszystkiego dorobiłem się poprzez własną ciężką pracę”, „możesz liczyć tylko na siebie”. Ludzie ci w ten sposób usprawiedliwiają siebie i przyduszają wyrzuty sumienia. Nie chcą pomagać innym i sami nie pomagają innym, nie mając w tym żadnego interesu. Jednak znacząca większość ludzi ma w sobie cechę, która pozwala im zrobić coś dla dobra sprawy, dla polepszenia czyichś możliwości lub perspektyw. Robią to dla idei, gdyż patrzenie na człowieka odnoszącego sukces może powodować dwa skrajne odczucia: zawiść i zazdrość lub empatyczne poczucie spełnienia.

Jest szkoła, która mówi, żeby każdą napotkaną osobę traktować jako rozszerzenie swojej sieci kontaktów. Kształcąc się w USA, usłyszałem: „Żyj ze wszystkimi przyjaźnie, utrzymuj kontakty i bądź lubiany przez ludzi, gdyż może się okazać, że twój kolega z ławki obok zostanie prezesem Microsoftu”. Oczywiście miało to znaczyć, że nawet jeśli niespecjalnie lubisz tego kolegę, nie przeszkadza to w zbudowaniu relacji, która pozwoli Ci stać się beneficjentem danej znajomości. Podsumowując moje dotychczasowe życie, nie mogę zgodzić się z tą tezą. Ludzie, którzy są bardzo „interesowni”, nie są tymi najbardziej potrzebnymi w drodze do Twojej sieci kontaktów. Tacy ludzie są wszędzie i czasem może się wydawać, że jest ich przytłaczająca większość.
Ale to ludzie bezinteresowni mogą zmienić Twoje życie. Mogą być mentorami, przyjaciółmi, wsparciem i niekoniecznie wsparciem finansowym. Jeśli masz bogatego wujka, który sprezentuje Ci jakąś sumę pieniędzy, niekoniecznie wyświadczy Ci przysługę. Jeśli beztrosko podejdziesz do łatwo pozyskanych pieniędzy, wydasz je na zbędną rzecz, która w dłuższej perspektywie nie będzie miała wpływu na Twoje życie. Ale jeśli ten sam wujek nie da Ci nic, przez wiele lat pozostanie Twoim mentorem, to będzie to znaczyło dużo więcej.

Widząc świat oczami osoby, która przeszła przez życie, zaoszczędzając dużą sumę pieniędzy, sam odkryjesz, że tak jak pieniądze są wszędzie, tak też wszędzie pieniądze można zarobić.
Pieniądze same w sobie nie mają prawie żadnej wartości. To ludzie dają im tę magiczną moc. Pamiętam, jak będąc młodym chłopcem, obejrzałem przypadkowo dość tragiczny film. Na oceanie zgubiła się kilkunastoosobowa grupa turystów płynących statkiem. Stracili kontakt ze światem, szybko skończyło się jedzenie i słodka woda. Nagle przy strasznie ograniczonej podaży wody i pokarmu właśnie to zyskało największą wartość. Nie były potrzebne kurtki, gdyż było gorąco; pitna woda stała się dobrem deficytowym. Po jakimś czasie ludzie zaczęli przekupywać siebie nawzajem. Człowiek z największą ilością pieniędzy w portfelu pragnął kupić za wszystkie pieniądze resztki wody, która pozostała na pokładzie. I mimo że wielu pasażerów uznało to za absurd, udało mu się odkupić część wody.
Czy dolary na tej łódce miały jakąkolwiek wartość? Oczywiście, że nie, ale każdy łudził się w przekonaniu, że odnajdzie ich łódź ratunkowa i wrócą do świata, w którym to właśnie pieniądze rządzą… a nie woda! Ta historia, która na końcu przerodziła się w makabryczno-kanibalistyczną opowieść, ilustruje nam fakt, że tylko my nadajemy wartość pieniądzom, a nie one same sobie.
Pragnę, żebyś nabrał dystansu do pieniądza i zaczął patrzeć na niego jedynie jako na środek-medium, który pozwala wymieniać Twoją pracę lub usługę na dobra materialne. Wyobraźmy sobie, jak było kiedyś. Jeśli świat kręcił się jedynie wokół zaspokojenia głodu i mało złożonej egzystencji, każdy mógł wymieniać się dobrami. Kilka litrów mleka za 1 kg mięsa. Róg jelenia za kurtkę z norek itp. Oczywiście rozwój ludzkości zmusił nas do zaniechania barteru na rzecz czegoś bardziej płynnego.
Pieniądze to iluzja. Postaraj się nabrać dystansu do terminu „pieniądz”. Dlaczego myśleć, że pieniądz jest nieprawdziwy i wymyślony? Dlatego że łatwiej będzie Ci zarobić, jeśli skupisz się na samym sednie zarabiania, a pieniądz nie jest tym sednem. Sednem zarabiania jest świadczenie usług lub sprzedawanie jakiegoś produktu, który dla kogoś przedstawia wartość.
Chciałbym nawiązać tutaj do piramidy Maslowa. Wszystko, co się tam zawiera, odzwierciedla potrzeby, które rządzą człowiekiem. Na samym dole piramidy są potrzeby fizjologiczne: spanie, jedzenie, sen. Dopiero po zaspokojeniu podstawowych potrzeb jesteśmy w stanie wspiąć się wyżej do kwestii bezpieczeństwa, moralności, czy wreszcie na sam szczyt piramidy, czyli życiowego spełnienia i samorealizacji. Bywają dni, w których najprostsze czynności mogą nam dać najwięcej przyjemności, ulgi czy radości. Piękno otaczającego świata, świeży podmuch wiatru, czy wręcz załatwianie czynności fizjologicznych.

Podobnie wygląda nasze życie, i to właśnie stabilność dóbr materialnych, będąca swoistym uzupełnieniem życia duchowego, może wprowadzić nas na wyżyny naszych możliwości, wykorzystując w pełni otrzymane przez nas talenty. Nie można pisać wierszy, mając pusty żołądek; nie można napisać powieści, martwiąc się, czy wróg nie spali Twojego domu. Życie musi układać się w jedną całość i tylko swoisty balans może prowadzić nas do osiągnięcia tych celów, o których większość ludzi boi się marzyć. 
Oczywiście tytuł posta jest prowokacyjnym odwróceniem popularnego przysłowia, ale wypełnieniem tematu będzie stwierdzenie: "Pieniądze dają szczęście, jeśli masz wszystko co najważniejsze, a czego nie można kupić..".

sobota, 4 maja 2013

Konstytucja 3 maja, wzlot przed upadkiem


W pierwszym odruchu można pomyśleć, jaki był cel uchwalania przełomowej Konstytucji 3 maja 1791 r. w kraju, który chylił się ku upadkowi? Kraje ościenne rosły w siłę, podczas gdy polska szlachta wykłócając się o swoje –  destabilizowała kraj. Dla Stanów Zjednoczonych konstytucja z 1987 r. była początkiem drogi do gospodarczego sukcesu i przedsionkiem do ery przemysłowej. Z tą właśnie myślą biłem się od rana. Czym była dla Polski?

Dopiero później przyszło do mnie olśnienie, podczas kazania młodego wikariusza, które usłyszałem w kościele.
Osoby, które zainicjowały napisanie konstytucji, były grupką kilkunastu światłych ludzi, którzy znaleźli sens i motywację, aby stworzyć fundament, który może wyjść tylko na dobre. Fundament, który podczas zaborów żył w sercach naszych przodków, wierzących wbrew wszystkiemu w wolną Polskę. Może gdyby nie konstytucja, nie byłoby tak wielkiej wiary w możliwość odzyskania niepodległości, a teraz bylibyśmy tylko województwami naszych sąsiadów? Było to całkiem prawdopodobne.

Ale po co nam Polska? Przestarzały patriotyzm i walka za ojczyznę w pięknym zglobalizowanym świecie?
Ja jestem szczerze wdzięczny Polakom, którzy walczyli o niepodległość, gdyż przynależę do kraju, z którego jestem dumny. Kraju, który nie powinien istnieć, gdyby nie wiara i upór w dążeniu do celu wielu tysięcy naszych rodaków, a już to czyni go wspaniałym. Dzięki tym właśnie ludziom teraz możemy cieszyć się przynależnością do tradycji i kultury i po prostu żyć wśród swoich.

Ale powróćmy do globalizacji i rozwoju. Czy właśnie to nie jest przyszłością?
Jestem zwolennikiem rozwoju, pod jednym warunkiem – że jest to zmiana na lepsze. Niestety zmiany, które dzieją się na świecie, nie idą tylko ku lepszemu. Możemy czerpać z wszystkich dobrodziejstw czasów współczesnych, ale nie wymieniajmy tysiąca lat kultury i tradycji na modne nowinki, które dopiero co ujrzały światło dzienne.
Moda jest jak tanie piwo – szybko się starzeje. Tradycja jest jak dobre wino, tworzy się bardzo powoli, ale trwa wiecznie i powraca w świetności. Moda kojarzy się z nowością i ulotnością, tradycja – z pokorą i wiecznością.